Wiking (2022) – Tak się właśnie robi filmy o Wikingach

Wiking film 2022
źródło: kadr z filmy

Robert Eggers bez wątpienia należy do grupy najciekawszych amerykańskich filmowców obecnego pokolenia. Reżyser, znany widzom do tej pory ze swoich dokonań w gatunku horroru (Czarownica. Bajka ludowa z Nowej Anglii i Lighthouse), w swoim trzecim pełnometrażowym filmie, ponownie zrealizowanym w ramach współpracy ze studiem A24, wyrusza w podróż w czasie do epoki tytułowych wikingów.

Głównym bohaterem filmu jest grany przez Alexandra Skarsgårda książę Amleth (skojarzenie z szekspirowskim Hamletem jest tu nieprzypadkowe), który będąc w dzieciństwie świadkiem zamordowania swojego ojca i porwania matki przez zdradzieckiego wuja, po latach powraca w rodzinne strony z zamiarem dokonania zemsty. W celu realizacji swoich planów łączy siły z Olgą, niewolnicą wyzwoloną z jednej z podbitych przez ludzi Amletha słowiańskich wiosek.

Już na pierwszy rzut oka film przyciąga widza iście gwiazdorską obsadą. Oprócz Skarsgårda zobaczymy tu między innymi Nicole Kidman w roli matki głównego bohatera czy Claesa Banga (znanego z serialowej wersji Drakuli od BBC) jako wuja Fjölnira. Pojawiają się również aktorzy, z którymi Eggers miał już okazję współpracować przy poprzednich swoich produkcjach: mowa tu o Anyi Taylor-Joy (filmowa Olga), prawdziwej wschodzącej gwieździe Hollywood i głównej bohaterce Czarownicy…, oraz Willemie Dafoe, poprzednio wcielającego się w starszego z pary latarników w Lighthouse. Dodatkową ciekawostką będzie tu na pewno postać tajemniczej wieszczki, w którą wciela się Björk. Jest to typowo epizodyczna rola, jednak scena z jej udziałem jest na tyle intrygująca, że nie będzie przesadą stwierdzenie, iż zapada ona w pamięć równie mocno, co reszta obsady.

Wiking błyszczy nie tylko na polu aktorskim. Do roli operatora powraca tu Jarin Blaschke, stały współpracownik Eggersa. Jego zdjęcia sprawiają, że film wygląda niesamowicie widowiskowo, a najlepszym tego przykładem jest scena podboju słowiańskiej wioski przez wikingów, zrealizowana od początku do końca na jednym długim ujęciu kamery. Nie brak tu również kreatywnych rozwiązań w przypadku scen o nieco bardziej mistycznym charakterze, np. przy rytuale wchodzenia młodego Amletha w dorosłość czy w finałowym pojedynku – doskonała gra świateł i sposób kręcenia sprawiają, że sceny te zapadają w pamięć na długo.

Paradoksalnie, największym mankamentem Wikinga jest scenariusz. Już od otwierającej sceny w oczy rzucają się odniesienia do Hamleta i właściwie aż do końca film pozostaje wariacją na temat klasycznego dramatu. Ciężko z czystym sumieniem powiedzieć, że jest to wada, w końcu najsłynniejsza ze sztuk Szekspira do dziś pozostaje genialnym tekstem, jednak od twórcy takiego, jak Robert Eggers, należy oczekiwać czegoś nieco bardziej ambitnego niż jedynie reinterpretacji powszechnie znanego tekstu kultury i osadzenia go w nieco innych realiach. Jest to o tyle przykre, że kilka scen Wikinga zdradza znamiona potencjału na uczynienie tej prostej historii czymś więcej. Mowa tu przede wszystkim o momentach, w których na jaw wychodzi doświadczenie Eggersa w kinie grozy – spotkanie z wieszczką, wizja pojedynku z draugrem czy właściwie każda scena z udziałem Willema Dafoe to zdecydowanie najciekawsze elementy filmu, swoim autorskim podejściem i, kolokwialnie mówiąc, dziwnością, odcinające się od utrzymanej w realistycznym tonie historii.

Wiking zdecydowanie jest najsłabszym spośród dotychczasowych dzieł Roberta Eggersa, nie można go jednak uznać za zły film – to porządne dramatyczno-przygodowe kino w historycznej otoczce, pomimo braków scenariuszowych potrafiące emocjonalnie zaangażować widza i przykuć jego uwagę. Pomimo ponad dwóch godzin czasu trwania, seans nie dłuży się, cały czas trzymając w napięciu. Film szczególnie powinien przypaść do gustu widzom serialu Wikingowie, ze względu na podobną tematykę i cięższy klimat, jednak fani poprzednich filmów reżysera mogą być nieco rozczarowani.

Oceń post

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.